Każda ciąża jest inna – o tym, że nie ma jednej prawdy, zasady i regulaminu postępowania

Home  >>  rodzicielstwo  >>  Każda ciąża jest inna – o tym, że nie ma jednej prawdy, zasady i regulaminu postępowania

Każda ciąża jest inna – o tym, że nie ma jednej prawdy, zasady i regulaminu postępowania

Temat ciąży powrócił do mnie dwa lata temu, kiedy po prawie ośmioletniej przerwie okazało się, że do mojego Syna dołączy Jego Siostra. Mogłam się wtedy przekonać o prawdziwości słów, że każda ciąża jest inna i przebiega w totalnie różny sposób od poprzedniej.

Tekst leżał jakiś czas „na półce” w szkicach, czekał na TEN MOMENT, ale jakoś nie było okazji. Może się bałam, że będzie zbyt cyniczny i ostry, bo przeżywałam rozterki drugiej ciąży dużo gorzej, niż za pierwszym razem.

Ciąża – radość czy smutek?

W większości przypadków pojawienie się dwóch kresek na teście ciążowym jest powodem do radości i okazją do dumy, że zostanie się rodzicem. Znam wiele par, które starają się o dziecko kilkanaście i kilkadziesiąt miesięcy, czasem bez powodzenia. W większości jednak dużo znajomych mi par doczekuje się tego magicznego momentu zajścia w ciążę. Emanowanie radością, prawdziwym szczęściem i ogłaszanie światu na każdym kroku, że rodzina się powiększy – kto sam ma dzieciaczki, ten wie, że jest to w pewien sposób spontaniczne i naturalne. Szczególnie, kiedy niecierpliwie wyczekuje się nowego członka rodziny.

Co zatem z tymi, którzy nie do końca potrafią pogodzić się ze zmianą, która rozpoczyna się z pojawieniem się dwóch kresek na ciążowym teście?

Pierwsza ciąża – syn

Mój pierwszy raz to była czysta euforia. Musiałam się powstrzymywać, żeby od razu nie pobiec do sklepu i nie zacząć kupować różnych dziecięcych ubranek i akcesoriów. Istny szał macierzyństwa! Również ciąża przebiegała spokojnie, bezobjawowo i totalnie aktywnie – siłownia, basen, rower, spacery, slow jogging, długie wyprawy i wycieczki po kraju. Żadnych mdłości, przytulania się do muszli klozetowej z rana, żadnych zachcianek i kontrolowane przybieranie na wadze. Ciążowe ubrania mogłam zacząć nosić około 6 miesiąca, bo wcześniej tylko na mnie czekały, brzuch wyskoczył na początku 7 miesiąc i zaczął powoli rosnąć.  A pod sam koniec ciąży, może z niewielkim uczuciem bycia słonicą, bo termin wypadał na koniec lata i było gorąco. Ale tak – tylko polecać każdej kobiecie taki przebieg 40 tygodni. Przytyłam zalecane 16 kilogramów.

Druga ciąża – córka

Mój drugi raz był totalnym przeciwieństwem. Decyzja podjęta, dwie kreski na teście i… nagle załamanie, wyparcie, niezgoda i depresja. Życie się skończyło i już! Moje ego nie potrafiło zdzierżyć tego, że ciało zaczyna przechodzić zmiany, że przestałam być samodzielną jednostką, która tak ciężko pracowała na dotychczasowe osiągnięcia. A „kariera”? A praca, sport, pasja, hobby, wygoda…?! Po dwóch tygodniach od upewnienia się, że tak, ponownie zostanę rodzicem, dosięgła mnie jakaś klątwa. Nie mogę biegać (czytajcie: tyle co do tej pory, czyli średnio na roztrenowaniu 50-60km tygodniowo) – lekarz zakazał dużego wysiłku, także i sezon startów został ostatecznie ucięty. Potem przyszły masakryczne mdłości, które nie były tylko porannym wyrzygiem do ucha, a całodzienną katorgą, póki nie udało mi się usnąć. Pozostał mi rower, bo basen – z powodu ogromnej wrażliwości na zapachy – ogólnie na początek odpadał. A rower załatwił mnie tak, a raczej jakoś sama się załatwiłam, że zafundowane zostało mi miesięczne zapalenie zatok, czego nie polecam nikomu. Odcięta od aktywności, z niemożliwością podejmowania jakichkolwiek racjonalnych (w tamtym okresie) decyzji, zdołowana i pogrążona w czarnej rozpaczy – taka byłam. Tyłam na potęgę. W trzecim miesiącu ciąży prawie płakałam, jak musiałam wejść na drugie piętro z zakupami. W śpiączkę mogłam zapaść na stojąco.

Odrobinę światła od życia otrzymałam w czwartym miesiącu, kiedy choroba odpuściła, mdłości ustały, a ja dostałam chwilowy zastrzyk energii. Ten magiczny moment uczciłam powrotem na basen, niestety nie ciesząc się nim zbyt długo. Dostałam uczulenia, łupież Gilberta (tak zdiagnozował lekarz), musiałam zaprzestać chlorowych kąpieli. Dotleniałam się uprawiając nordic walking, ale pogoda szybko zweryfikowała moje nastroje i plany, okres przeziębień się wzmógł i na dobre ugrzęzłam w domu. Dalej to była równia pochyła. Brzuch rósł, ja rosłam i zaczęłam cierpieć na bezsenność. Potem na nadwagę (przytyłam 30 kilogramów) i cukrzycę ciążową. Oraz obrzęki i zatrzymanie wody.

Inne mamy ćwiczą – a ja nie

W tym moim mrocznym czasie mogłam podglądać inne sportowe mamy, które oświadczały, że będą miały potomstwo, będą aktywne i powoli realizowały swój plan. Zdjęcia na Facebooku, Instagramie, opisy na blogach, jak być aktywną w ciąży. Ćwiczenia, bieganie, joga i inne tego typu projekty. Do tego zdrowa i racjonalna kuchnia, pełne szczęście i ani razu nikt się nie zająknął, że było mu niedobrze, że klozet był najbliższym powiernikiem przez 12 tygodni, a niedawno zakupione sznurowane buty nie chcą się wcisnąć na spuchnięte nogi, ani też same zawiązać, bo brzuch nie pozwala. I żadna nie przytyła tyle, co ja!

Fit-mama – ciąża i ćwiczenia?

Stwierdziłam, że poczekam. Poczekam i poczytam, zobaczę, co będzie się dalej działo na profilach sportowych mam. Później był bieg po odzyskanie formy – kto pierwszy, ten lepszy! Szaleństwo. Sama też trochę w to wpadłam, ale zawsze kierowałam się zasadą, że jeśli czuję, że nie muszę, to odpuszczam.  Czas upływał, kolejne sportowe mamy zachodziły w ciążę i trend bycia fit, szczupłą, wysportowaną, aktywną – nie malał. Nie widziałam nigdzie ciemnej strony ciężarnego stanu, nikt nie powiedział, że jest inkubatorem, że ma w sobie małego pasożyta i że ogólnie jest na nie, nie, nie i jeszcze raz nie! Buty biegowe i wio! Ciężarki, mata i heja na trening. A gdzie spokój, odpoczynek, odpuszczenie, bo: nie chce mi się? Pogoda, nie-pogoda – trening musi być. Czy aby na pewno?

Drogie Czytelniczki, przyszłe mamy!

Nie dajcie się ponieść fali emocji i bycia szczupłą, ciągle w ruchu, wysportowaną i w ogóle naj, naj – ciężarną. Przede wszystkim pamiętajcie, że każda z nas jest inaczej zbudowaną istotą, która może reagować totalnie odmiennie na to, co zachodzi w naszym organizmie w trakcie 9 miesięcy ciąży. Słuchajcie siebie i swojego ciała. Jeśli nie macie ochoty nigdzie się ruszać, bo za oknem jest szaro, buro, ponuro, pada, mróz i cały armagedon świata – to nie wychodźcie. Do tej pory miałyście okazję pokazać się – sobie, rodzinie, światu – że możecie biegać przy +30 stopniach ciepła i -20 stopniach mrozu w pół metrowym śniegu. Do teraz niestraszne były ulewy i wichury, wstawanie o świcie, czy bieganie po zmroku. Ale w tym momencie nic nikomu nie musicie udowadniać i pokazywać.

W ciąży słuchaj swojego ciała

Słuchać należy siebie i swojego ciała oraz tej istoty, która rozwija się w naszym organizmie – a nie podszeptów ambicji, ego i kolorowych pisemek/wpisów. Potem należy konsultować się z lekarzem, który zleci wymagane badania, wypowie się odnośnie intensywności wysiłku i zapewne zaleci wielką ostrożność. Pamiętać należy, żeby nie zaczynać ćwiczyć, jeśli się tego nie robiło wcześniej, dopiero w ciąży. Można próbować, ale z bardzo niską intensywnością i wysiłkiem. Trzeba znać umiar. Jeśli czujemy się świetnie – nie ma przeszkód, zakładamy buty biegowe i do dzieła! Oczywiście, że ruch jest zdrowy zarówno dla mamy, jak i dla dziecka. Pomaga przede wszystkim w utrzymaniu prawidłowej wagi ciała w ciąży. Wpływa kojąco w trakcie ciąży na róże drobne dolegliwości, uspokaja i dotlenia mamę oraz jej nienarodzone dziecko. Ruch w ciąży poprawia samopoczucie.

To aż i tylko 9 miesięcy

Jeśli jednak nie czujecie się na siłach, mimo dotychczasowego mocno aktywnego trybu życia – to nic na siłę, bo to nie ma sensu. Po urodzeniu dziecka i przejściu etapu połogu (6 tygodni), przyjdzie czas, by powoli wracać do formy. Pamiętać należy, że okres 9 miesięcy dla kobiety to ogromne zmiany fizyczne i psychiczne. Całe ciało przestawia się pod wpływem hormonów i ukierunkowuje na to, by urodzić zdrowe dziecko. To aż i tylko 9 miesięcy, 40 tygodni (plus 6 na połóg), z całego okresu, który macie za sobą, ale – przede wszystkim – przed sobą. To malutki ułamek tego, co dajecie od siebie i możecie sobie pofolgować (w granicach rozsądku, ale kto ciężarnej zabroni zjeść lody o 2 w nocy, czy zgrzeszyć czekoladą, śledziem, ogórkami kiszonymi, popić maślanką, coca-colą i zagryźć pikantnym hamburgerem?). Ciało nie zapomina treningów, które wcześniej były wykonane, tylko trochę inaczej podchodzi do zagadnienia powrotu do „pełnej sprawności”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *